Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasztany i Żołędzie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kasztany i Żołędzie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 28 października 2018

Czy kaasztany mają noski?

Dzisiejsza praca powstała w zawrotnie szybkim tempie. 
A to za sprawą Wiktorka i jego znudzonej miny.
Usiadł smutny przy swoim stoliczku, z klejem w ręku i czekał.
Czekał na mamę i na jej kolejny pomysł  plastyczny.

Oczywiście mogłabym mu dać kredki i kolorowanki lub kawałki niepotrzebnego papieru do przyklejania, ale wiedziałabym, że Wiktorek byłby rozczarowany. 

Także dlatego w niedzielne brzydkie i zimne przedpołudnie postanowiliśmy rozgrzać się przy odpowiedniej pracy plastycznej.

Wykonaliśmy kasztana!

I to nie byle jakiego kasztana.

Nasz kasztan zamiast kolców, ma noski!!!


Noski znaleźliśmy pod drzewami podczas naszego leśnego spacerku.


I tak leżały sobie w szafce pod tytułem: "kiedyś się przyda", bądź jak kto woli (cytując z reklamy): szafka na "tegesy i tentegi", aż do dziś.
Szybciutko wydrukowałam na zielonej kartce obrazek z kasztanem w skorupce i podarowałam go Wiktorkowi.
Ten bez chwili zastanowienia i z uśmiechem na buzi rozpoczął proces smarowania kartki klejem.


Następnie sięgnął do miseczki z noskami i przyklejał je na wyklejoną kartkę.








Praca nie trwała zbyt długo, ale zaspokoiła potrzebę artystyczną Wiktorka.





Może nasze noski w pełni nie imitują prawdziwych kolców kasztana, ale są niepowtarzalne i każdy prawdziwy "artysta" dostrzeże w nich swój urok!

piątek, 22 września 2017

Stempelkowe szaleństwo

Kasztany i żołędzie to jednak fajne zabawki. Są nawet ciekawsze niż wszystkie autka i klocki , które Wiktorek ma w domu:)

Najlepszą zabawą okazało się rzucanie kasztanami ze schodów na dół. Wygląda to tak, że Wiktorek stoi na górze i zrzuca jeden kasztan za drugim, a mama musi stać na dole, łapać je do pudełka i przynosić znowu na górę :) i tak ciągle i wciąż :) póki Wiktorkowi się nie znudzi :) Mama nie potrzebuje żadnych dodatkowych treningów, gdyż synek odpowiednio dba o jej kondycję :)
Dobrze, że przynajmniej telewizor nie oberwał :)

Zabawa zabawą, ale trzeba bacznie obserwować małego urwisa, aby czasem żaden kasztan nie wylądował w jego buzi ani brzuszku :)
Jak to mówią: TRZEBA MIEĆ OCZY DOOKOŁA GŁOWY!!!

 "Niech żyją farby, kredki, nożyczki oraz klej!
Miś strasznie się ubrudził, lecz wcale się nie nudzi...
Trzy śliczne zrobił kwiatki
i cieszy się, że hej :)"
(Puchatkowe mruczanki, Wycinanki)

Nasz Miś Wiktorek miał dziś okazję wypróbować nową technikę plastyczną - stemplowanie!

Dostał:
- kartkę z uśmiechniętym żołędziem
- brązową farbę
- korek od butelki od wina
- piękny fartuszek.


 Tak przygotowany przystąpił do pracy. I tu zaczęła się pierwsza klapa :( Wiktorek zamiast stempelkować maczał tylko korek w farbie. Na nic zdawały się próby odbicia go na kartce.
Gdyby tego było mało, Wiktorek pomyślał chyba, że to czekoladka i postanowił wkładać namoczony w farbie korek do buzi :( Kolejna katastrofa!!! Na dodatek wiecznie narzekał na ubrudzone paluszki :(



Kiedy już byłam bliska rezygnacji z dzisiejszej pracy, nagle stał się cud. Moje modlitwy zostały wysłuchane i jakimś cudem Wiktorek zaczął współpracować :) uff
Widocznie potrzebował czasu na zastanowienie się czy gra jest warta świeczki :) 
Maczał korek w farbie i odbijał na kartce z narysowanym żołędziem. Trzy umoczenia i jedno odbicie :) i tak cały czas, aż do ukończenia dzieła. 








Bitwa stoczona, praca wykonana. 
Efekt nawet nawet , jak na dzisiejsze przeboje :)


Wydawałoby się, że stemplowanie to żadna sztuka. Nic trudnego! Wystarczy umoczyć stempelek w farbie i odbić na kartce. 
Jednak dla mojego 16- miesięcznego już Wiktorka wcale nie było to takie oczywiste. 
Być może miał dziś gorszy dzień (chyba będzie się pojawiał kolejny ząbek do kolekcji), może mu się nie chciało, a może tak się z nami tylko droczył, bo przecież w ostateczności pracę wykonał :)
A może wszystko łącznie zebrane złożyło się na dzisiejsze stempelkowe szaleństwo? :)

Jednak porażki nas nie zniechęcają, a wręcz przeciwnie motywują do dalszego eksperymentowania. 
Niebawem okaże się, czy stempelki rzeczywiście nie przypadły Wiktorkowi do gustu, czy jednak Mały Miś tak tylko udawał :)


środa, 20 września 2017

Jesienna licytacja

Mama Czarodziejka i Wiktorek zawsze dotrzymują danego słowa. Tak jak obiecaliśmy pojawiamy się z kolejnym dziełem :)
Rozpoczynamy jesienną licytację :)

Przedmiotem aukcji jest: Kasztanowy obrazek

 
Autor: Wiktorek i Mama Czarodziejka
Cena wywoławcza: 1 uśmiech :)

P.S Dla porównania:
Pablo Picasso -Yo, Picasso-  47,85 mln $
Vincent Van Gogh - Pole pszenicy z cyprysami - 57 mln $
 Nasza cena chyba nie jest zbyt wygórowana?
Kto da więcej? 

Pewnie jesteście ciekawi, jak powstało to dzieło i czemu nazwałam je kasztanowym obrazkiem, skoro kasztanów na nim nie widać?
Inspirację znalazłam na blogu Moje dzieci kreatywnie. Autorka bloga przedstawiła fajną zabawę w malowanie kasztanami :)
Pomyślałam sobie, czemu nie spróbować tego z Wiktorkiem?
Przecież tak bardzo przypadły mu do gustu kasztany, no i jest wielbicielem farb?
Tak oto powstało nasz obraz:)

Do jego wykonania potrzebowaliśmy:
- kasztanów
- farb plakatowych 
- kartki technicznej
- pudełka (u nas pudełko od klocków)
- tekturowej podkładki pod kartkę
- chusteczek nawilżających do zmycia farby z rąk. 


Na białą kartkę nałożyłam w różnych miejscach farby. Następnie kartkę umieściłam na tekturowej podkładce i włożyłam do pojemnika po klockach. Dałam Wiktorkowi kasztany i tak rozpoczęło się nasze dzieło :)







Zabawa okazała się strzałem w dziesiątkę, a nawet w jedenastkę :) Wiktorkowi ogromną frajdę sprawiało rzucanie kasztanami na kartkę, do pudełka, na podłogę i gdzie się tylko dało :)
Niestety nie zdążyłam wszystkiego uwiecznić na zdjęciach, tak szybko wszystko się działo :) Wiktorek co chwilę podskakiwał z radości, sięgał po kolejne kasztany i szczerze mówiąc większość zdjęć mi się po prostu rozmazywała :)
Mówię Wam istne szaleństwo :)

Dzieło oprawione w ramce czekana swojego właściciela :)
Kto prześle nam więcej uśmiechów ten wygrywa :))




Magiczny kasztan

Jak na mamę czarodziejkę przystało, dziś będzie trochę magii. 
Skoro nasz żołędziowy ludek ma już sprawioną nową czapkę i jest przygotowany na jesienne chłodne dni, to musimy zająć się kasztanami :)


Te małe brązowe kuleczki dobrze czują się w swoich kolczastych kurteczkach. Wyglądają w nich niezwykle sympatycznie. Mimo, że są kłujące, to jednak zaintrygowały Wiktorka swoim wyglądem. 

Dziś mama sprawiła Wiktorkowi niespodziankę i dała mu:
-  czarodziejską białą kartkę,
- pędzelek
- zieloną farbę
- wodę. 

Wiktorek miał trochę zdziwioną minę, gdyż nie doszukał się na kartce żadnego obrazka do pomalowania. 



Dostał do ręki magiczny, zielony pędzelek (umoczony w wodzie) i pojemnik z zieloną farbą. Malował po całej kartce, a jego oczom ukazywały się jakieś dziwne kontury. 





Kiedy skończył swoje dzieło, okazało się, że stworzył kolczastego kasztanka. 





Ale jak to?
Już Wam odpowiadam. 
Sposób stary jak świat, często wykorzystywany w pracach z mojego dzieciństwa. 
Sprawcą okazała się świeca. Zwykłą, białą świeczką narysowałam na białej kartce papieru technicznego kształt kasztana. Po pomalowaniu kartki farbą (połączoną z wodą) ukazało nam się nasze dzieło.
Sprytne, prawda?
Prostym sposobem, małym nakładem czasu i pracy, udało nam się przemycić trochę czarów :)
Podobno najprostsze rzeczy i rozwiązania są najlepsze:)
W prostocie tkwi siła i piękno!

Na dziś to nie koniec czarów. 
Będziemy tworzyć kolejne arcydzieło!
Czekajcie na efekty:)
Widzimy się po południu!!!

poniedziałek, 18 września 2017

Leśna moda

Nowy tydzień, nowa porcja pomysłów:)
Jak wspomnieliśmy w ostatnim poście, zaczynamy tydzień leśnych skarbów, czyli żołędzi i kasztanów :)
Będąc na wycieczce w lesie przywieźliśmy te cuda do domu. Wiktorkowi oczywiście bardzo się spodobały, zwłaszcza te brązowe kuleczki, którymi można rzucać i turlać nimi po podłodze, czyli kasztany. Jednak ich okrycia wierzchnie z kolcami nie przypadły mu do gustu, bo są strasznie kłujące i nie takie miłe, na jakie wyglądają. 
Do kasztanowo- żołędziowej zabawy dołączył się również tata, który tworzył leśne, małe ludki i koniki. 
Widzicie jak w łatwy sposób można zająć zabawą całą rodzinę?

Dziś jednak nie o kasztanach mowa, ale o ich kolegach z leśnego podwórka, czyli o żołędziach. 
Nadchodzi nowa pora roku - jesień, w związku z tym trzeba zaopatrzyć się w cieplejsze ubrania, kurtki i czapki. Wiktorek jest już posiadaczem nowych czapek, ale jego leśna koleżanka gdzieś swoją zapodziała. 
Szukaliśmy jej w całym lesie, ale nigdzie nie mogliśmy znaleźć tak dużej czapy. 
Postanowiliśmy, że zrobimy jej nową:)


Do dzisiejszej pracy wykorzystaliśmy: 
- żołędzie
- dwustronną taśmę klejącą
- obrazek leśnego ludka
- parę sprytnych rączek, czyli Wiktorkowe szczypawki na... jesienne czapki :)

Zadanie było bardzo przyjemne i oczywiście rozwijające motorykę małej dłoni. Wiktorek musiał tylko poprzyklejać żołędzie na czapkę leśnego ludka. 











Praca pochłonęła Wiktorka do reszty, bez końca robiłby swoje "Klep, klep" ludzikowi i mocno przyklejał żołędzie, tak aby żaden nie raczył się odkleić. 
Zaopatrzona w czapę leśna panna wygląda tak:



 Mamy nadzieję, że kapelutek jej się spodobał i będzie go dumnie nosić oraz pilnować, aby go nie zgubić. 
Może Wiktorek również przyzwyczai się do swojej czapki i nie będzie jej ściągał po paru minutach z głowy?
Może leśna koleżanka będzie dla niego przykładem?


 

Wiktorkowa mama czarodziejka Template by Ipietoon Cute Blog Design